Przeprowadzona na przestrzeni sierpnia i września kampania na rzecz organizacji w Warszawie referendum i towarzysząca jej w trakcie trwania i po jej zakończeniu dyskusja przyniosła dwa rodzaje wniosków – te zaliczające się do kategorii porażki, jak również te dające szanse i nadzieję na przyszłość, pod warunkiem jednakże, że dadzą nam wszystkim do myślenia i zostaną właściwie dla przyszłości przez nas spożytkowane.
Niewątpliwie niepowodzeniem jest niedojście referendum do skutku i tym samym pozbawienie warszawiaków możliwości dyskusji na temat za i przeciw obecnie sprawowanych w Warszawie rządów, oceny działań podejmowanych i prowadzonych przez jej władze oraz przedstawienia dla nich alternatywy. Niezrozumiałe natomiast w tym kontekście są głosy przeciwników referendum jako takiego – przecież zbieranie głosów za jego organizacją nie jest tożsame z odwołaniem obecnego Prezydenta i Rady Warszawy. To tylko (albo aż) danie sobie okazji, możliwości i szansy na poważną i merytoryczną debatę na tematy dotyczące każdego z mieszkańców Miasta i pójście do urn wyborczych, żeby w sposób demokratyczny wyrazić swoje zdanie. Można nie zgadzać się z argumentami organizatorów kampanii referendalnej, ale krytykować ich za to, że namawiają do obywatelskiego, przewidzianego konstytucją, wypowiedzenia się społeczeństwa w sprawach, które go dotyczą? To może w ogóle lepiej zlikwidować instytucję referendum i niech rządzą nami niepodzielnie wybrańcy narodu, którzy jedyne co potrafią to właśnie dzielić i skłócać nas między sobą? Nie do końca chyba trafny jest też zarzut wobec wolontariuszy o zbieranie danych osobowych. Przecież to nie jest ich wina, że w trzeciej dekadzie XXI wieku taki właśnie wymóg narzucony przez polityków uniemożliwia w praktyce skuteczne przeprowadzenie jakiejkolwiek inicjatywy obywatelskiej. Z doświadczeń osób zbierających podpisy za referendum (w tym moich) wynika jednoznacznie, że co najmniej drugie tyle potencjalnych zwolenników odmówiło jego złożenia z uwagi na konieczność podania swojego numeru PESEL, argumentując to kompletnym brakiem zaufania do instytucji Państwa.
Paradoksalnym natomiast sukcesem niedoszłej do skutku kampanii referendalnej jest ujawnienie do jakiego spustoszenia mentalnego i intelektualnego w umysłach warszawiaków doprowadzili rządzący Polską politycy, doprowadzając do tego, że w dyskusjach o za i przeciw referendum, 99% podnoszonych ‘argumentów’ dotyczy tego kto jest ‘ruską onucą’, kto ‘faszystą’, kto ‘komunistą’, a kto powinien z Warszawy ‘wy……..’ i być pozbawiony dożywotnio prawa przedstawiania swojej racji. Ani słowa o mieszkaniach komunalnych, planach miejscowych, rosnących w zastraszający sposób opłatach i kosztach życia, nieznośnych korkach, braku miejsc parkingowych, ani o tzw. strategii Warszawa 2040 . Liczy się tylko i wyłącznie kto stoi po której stronie politycznego sporu. I to jest wbrew pozorom największy dorobek kampanii referendalnej i szansa na stopniowy powrót do normalności. Bo ludzi normalnych i racjonalnie myślących jest większość, prędzej czy później wyciągną oni właściwe wnioski i pojawi się nadzieja, że najbliższe wybory samorządowe w Warszawie w 2029 roku nie będą odbywać się pod hasłem kto komu bardziej przykopie w imię politycznego fanatyzmu, tylko, że będą one prawdziwą okazją do debaty o warszawskich sprawach i wyboru tych, którzy zaproponują ich najlepsze rozwiązania.
Fundacja Nasza Warszawa zamierza przez ten czas takie rozwiązania przedstawiać, poddawać je pod społeczną dyskusję i nie zrażać się ani epitetami, ani obelgami, ani komentarzami nie mającymi nic wspólnego z troską o Warszawę, natomiast chętnie podejmie – chociażby na tych łamach – konstruktywną polemikę z każdym głosem wyrażającym opinię przeciwną do krytycznego stanowiska i oceny aktualnie sprawowanych w niej rządów.
Jarosław Popiołek
Prezes Zarządu
Fundacja Nasza Warszawa