Nie sposób nie zauważyć zmian, jakie zaszły po zeszłorocznej kampanii prezydenckiej w prezentowanych przez Rafała Trzaskowskiego publicznie poglądach. Nie sposób nie docenić, że nie mówi już tylko o “naszym lotnisku w Berlinie”, ale ostatnio zwrócił uwagę i nawet zajął się po gospodarsku “naszym” lotniskiem w Warszawie wyłączając je (na razie) z planów objęcia go prohibicją. Momentami, słuchając rewolucyjnych wywodów włodarza Stolicy o tym, że Unia Europejska nie jest już jedynym lekiem na całe zło, a nawet, że całkowita federalizacja Europy przyniosłaby w pewnych obszarach więcej szkody niż pożytku, można odnieść wrażenie, że w Warszawie nie tylko miasto, ale i piekło zamarzło.
Porównując te aktualne teorie z linią programową wykładów, jakie Rafał Trzaskowski całkiem jeszcze niedawno wygłaszał na swych osławionych, olsztyńskich kampusach, można śmiało mówić o przewrocie kopernikańskim, a w każdym razie o diametralnej zmianie wyznawanych dotychczas przez prezydenta Miasta st. Warszawa poglądów i wartości. Pozostaje natomiast dziedzina, w której podejście Rafała Trzaskowskiego nie zmieniło się ani o jotę i – nieszczęśliwie dla Warszawy – jest to niestety jego polityka i wizja dotycząca rozwoju Miasta Stołecznego i jego priorytetów inwestycyjnych.
Zapytany o swoje plany w tym względzie na najbliższe miesiące, prezydent Warszawy odpowiedział, że “nadejdzie wiosna, a wraz z nią zazieleni się torowisko tramwajowe na Marszałkowskiej wraz z drzewami, które ostatniej zimy tam zasadziliśmy”. Zaiste, prezydencki plan godny Stolicy Polski i jej aspiracji cywilizacyjnych. Co jednak będzie jeżeli – w wyniku wieloletnich starań tego samego Rafała Trzaskowskiego na rzecz walki z ociepleniem klimatu – wiosna w tym roku nie przyjdzie i zapowiadane wraz z nią zazielenienie nie nastąpi? Czy prezydent Warszawy ma na te wypadek przygotowany jakiś alternatywny plan rozwoju naszego Miasta?