Mniej polityki, więcej Warszawy. Czym powinien zajmować się prezydent stolicy?

Od lat, jako Polacy i Warszawiacy, z rosnącym niedowierzaniem obserwujemy rozgrywający się na naszych oczach żenujący spektakl serwowany nam przez ludzi mieniących się elitą społeczeństwa i narodu, a w rzeczywistości – w imię najgorszych instynktów i motywacji – prowadzących nasz kraj i Państwo do zniszczenia i upadku. Tzw. klasa polityczna, powołana przez obywateli dla zapewnienia nam bezpieczeństwa, rozwoju i dobrobytu, sprzeniewierzyła się powierzonemu jej zaufaniu, doprowadziła do dewastacji życia publicznego, zerwania wspólnoty narodowej, utraty wiary w Państwo i jego instytucje. Przestała rozwijać się gospodarka, brak jest jakichkolwiek pomysłów i propozycji na przyszłość, jedynym zajęciem tzw. elit jest dzielenie społeczeństwa, wciąganie go w bratobójczą walkę i w prowadzący donikąd polityczny spór. Spór, w którym nikt nie ma racji (a w każdym razie nikt nikogo do swych racji nie przekona) i którego jedynym skutkiem może być, a zasadzie już jest, wojna domowa. Póki co jeszcze bezkrwawa. Najgorsze w tym wszystkim natomiast jest to, że pomimo upływu lat, brak jest jakiejkolwiek refleksji i chęci opamiętania. Przeciwnie, z podsycania nienawiści i polaryzacji, uczyniono sposób na życie, a ‘wybrańcy narodu’ za jedyny cel postawili sobie udowodnienie, kto komu mocniej przyłoży i kto kogo bardziej upokorzy. Według zasady ‘après nous, le déluge’ – a po nas, choćby i potop.

Nie ma dzisiaj chyba nikogo mądrego, który umiałby przeciąć ten węzeł gordyjski i wyprowadzić z matni, którą zgotowali nam za nasze pieniądze nasi ‘przedstawiciele’. Wydaje się, że jedynym sposobem jest przeczekanie aż wszyscy oni wzajemnie się nie tylko oskarżą, ale także osądzą i osadzą wspólnie w jakimś odosobnieniu, żeby kontynuować swoje życiowe powołanie, ale już bez naszego udziału. A tymczasem, starać się ze wszystkich sił eliminować politykę z naszego życia codziennego. Na każdym możliwym poziomie – osobistym, rodzinnym, zawodowym, społecznym i samorządowym.

W tym ostatnim aspekcie, warto przyjrzeć się czym w ostatnim, gorącym czasie zajmuje się Prezydent Miasta st. Warszawa. Otóż z wysokości swojego urzędu, wykorzystując do tego celu powierzony mu w Ratuszu gabinet, wygłasza wykłady na temat sytuacji politycznej w kraju, tłumaczy nam maluczkim jej zawiłości i na koniec autorytatywnie przedstawia gotowe rozwiązania. Oczywiście opowiadając się jednocześnie i jednoznacznie po jednej ze stron tej nawalanki, pogłębiając tym samym podziały i jeszcze bardziej nastawiając ludzi przeciwko sobie. Czy naprawdę nie wystarczy już tej tępej, prymitywnej propagandy wylewającej się na nas z każdej możliwej strony? Czy na pewno potrzebujemy, żeby Prezydent Miasta st. Warszawy także w niej uczestniczył? Czy nie lepiej byłoby, żeby zajął się Warszawą i naszymi wspólnymi problemami? Czy nie czas najwyższy, żeby skupił się na zadaniach, które zostały mu powierzone przez warszawskich wyborców? Czy doświadczenia ostatnich sześciu lat nie dały mu do myślenia, że większość obywateli nie widzi go w roli autorytetu w sprawach państwowych? Że to już naprawdę ostatni dzwonek, żeby zejść na ziemię i zacząć wykonywać swoje obowiązki?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *