Status quo pod lupą. Czy Warszawa naprawdę idzie w dobrym kierunku?

Kończąc temat niedoszłego do skutku referendum i przechodząc do przedstawienia założeń planu jak Warszawa powinna wyglądać i jak powinna być zarządzana po wyborach w 2029 roku, warto jednak przyjrzeć się raz jeszcze tym argumentom zwolenników utrzymania obecnego status quo, które akurat posiadają swoją wewnętrzną logikę i z pewnością zasługują na merytoryczną dyskusję.

To prawda, że idąc do urn wyborach samorządowych podejmujemy demokratyczną decyzję z myślą, żeby zweryfikować jej skutki po zakończeniu kadencji kandydata, na którego oddajemy głos, chyba, że ‘zajdą nadzwyczajne zdarzenia, które wpływają na możliwość prawidłowego sprawowania urzędu prezydenta miasta’. Tyle tylko, że od czasu pierwszego wyboru obecnego prezydenta w 2018 roku takich zdarzeń nastąpiło aż nadto, żeby poddać jego sposób rządzenia w Warszawie w wątpliwość, a w każdym razie pod referendum. Po pierwsze, gdyby nie zbieżność terminów wyborczych, a następnie zmiana prawa wydłużająca kadencje samorządowe, wybory przewidziane kalendarzem w Warszawie odbywałyby się w roku 2026, a osiem lat to naprawdę wystarczający okres czasu, żeby ocenić jego efekty i zadać pytanie czy warto przedłużać go o kolejne zmarnowane trzy. Po drugie, w okresie tych ośmiu lat zaszły dwie inne nadzwyczajne okoliczności, których mieszkańcy Warszawy wybierając dwukrotnie swojego prezydenta nie mogli przewidzieć i tym samym wyrazić na nie zgody. Dwukrotnie bowiem obecny prezydent składał warszawiakom rotę ślubowania i przyrzekał, że Warszawa będzie jego nadrzędnym i wyłącznym obowiązkiem, po czym dwukrotnie porzucał ją na rzecz swoich osobistych aspiracji niezwiązanych z urzędem, którego sprawowania się podjął, poświęcając znaczną część swojej prezydentury kampaniom wyborczym, politycznym happeningom i międzynarodowym agendom. Pomijając moralną stronę takiego postępowania, wyobraźmy sobie, że ktokolwiek z nas (zwolenników albo przeciwników referendum) pojawiał by się w pracy trzy dni w tygodniu, a pozostałe dwa spędzał zajmując się osobistymi sprawami? Dawno już zostałby zwolniony z niej dyscyplinarnie zgodnie z obowiązującymi przepisami i nawet żadne referendum w tej kwestii nie byłoby potrzebne. Jeżeli więc ktoś chce w kontekście referendum używać sformułowania ‘polityczna hucpa’, to niech skieruje je pod adresem Rafała Trzaskowskiego, a nie jego organizatorów.

Ciekawa i intrygująca jest też opinia krytyków inicjatywy referendalnej, że ‘obecny prezydent realizuje dokładnie to co zapowiedział i niech to dokończy’. Można byłoby się z nią zgodzić, tylko najpierw trzeba byłoby wiedzieć – CO? Co zapowiedział, co dokładnie realizuje i co niech dokończy? Innym wątkiem, wpisującym się w tę samą retorykę jest stwierdzenie, że ‘odwołanie prezydenta to tylko zatrzymanie lub znaczne opóźnienie rozpoczętych inwestycji’. Zgoda, tylko o jakie inwestycje tym razem chodzi? Trudno sobie bowiem wyobrazić, że można zatrzymać (a zasadzie nie rozpocząć) więcej inwestycji niż zrobił to Rafał Trzaskowski na przestrzeni swoich dwóch kadencji, a co do opóźnień – to bardziej opóźnić tych, które jednak rozpoczął, po prostu się nie da. Nie ma takiej fizycznej możliwości.

Żeby jednak nie zostać posądzonym o złośliwość i tendencyjne dobieranie argumentów do z góry postawionej tezy, przytoczmy przykład pozytywnej zmiany jaka w Warszawie nastąpiła w ostatnich latach – uporządkowania ścisłego centrum miasta. Zważywszy na zaszłości historyczne, ilość i zmienność poprzednich koncepcji w tej sprawie, obiektywne trudności, to – nawet jeżeli efekt końcowy jest daleki od ideału – przyznać trzeba, że niewielki fragment przestrzeni wokół centralnego odcinka ulicy Marszałkowskiej wygląda przyzwoicie i jest to zasługa obecnego włodarza i jego nieustępliwości w tej kwestii. Czy trzeba było jednak tę zmianę realizować w taki sposób, żeby uczynić życie rdzennych mieszkańców tej części miasta nieznośnym i niemożliwym? Czy trzeba było przy tej okazji pozbawiać ich możliwości wjazdu, wyjazdu, poruszania się, parkowania i normalnego funkcjonowania w swojej własnej dzielnicy, w której mieszkają od dziesięcioleci? Hasło ‘Budujemy Warszawę dla wszystkich’ brzmi chwytliwie, ale może zacznijmy od zadbania o interesy tych, którzy w niej na co dzień żyją i pracują.

Jarosław Popiołek

Prezes Zarządu

Fundacja Nasza Warszawa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *