Słowa wypowiedziane w 2018 roku przez ówczesnego i obecnego włodarza Stolicy o tym, że ‘mamy przecież lotnisko w Berlinie’ odbiły się szerokim echem i były przedmiotem szeregu komentarzy, nie zawsze zresztą w pełni obiektywnych. Trudno byłoby natomiast odmówić obiektywizmu stwierdzeniu, że mamy halę widowiskowo-sportową w każdej europejskiej metropolii, tylko nie w Warszawie. Warszawa jest jedyną stolicą w Europie i zapewne na świecie, którą ominęły i omijają wszystkie najważniejsze międzynarodowe imprezy. Tylko w odniesieniu do piłki siatkowej mężczyzn na przestrzeni ostatnich piętnastu lat w Polsce odbyły się 3 (słownie: TRZY) Mistrzostwa Świata, 3 (słownie: TRZY) Mistrzostwa Europy, Mistrzostwa Europy w siatkówce kobiet (2019) i Mistrzostwa Europy w koszykówce mężczyzn (2025), nie wspominając już nawet o legendarnych Mistrzostwach Europy w piłce ręcznej z 2016 roku. Wszystkie one ominęły szerokim łukiem Warszawę z uwagi na brak odpowiedniego obiektu. W 2027 roku czekają nas w Polsce kolejne Mistrzostwa Świata w naszym sporcie narodowym – siatkówce. Ale nie w Warszawie – bo mamy przecież halę w Olsztynie (między innymi).
Rafał Trzaskowski nie zainteresował się tym problemem w trakcie swojej ośmioletniej prezydentury. Indagowany przez opinię publiczną stwierdził jedynie, że budowa Areny Narodowej na błoniach Stadionu Narodowego wymaga współpracy z władzami centralnymi. Od ośmiu, a tym bardziej od trzech, lat pozostaje zatem aktualne i bez odpowiedzi pytanie – to dlaczego jej nie podjął? Może dlatego, że mamy już przecież halę widowisko-sportową na przykład w Tiranie (między innymi).
